Zobacz interaktywną mapę

KSZPrasa sarmacka
Aktualizacja o pełnych kwadransach

Artykuły nie reprezentują oficjalnego stanowiska Księstwa Sarmacji.

Agencje :: Redakcja :: RSS :: RSS z SzU
Archiwum :: Archiwum Parku :: Archiwum SzU
Przeszukaj archiwa Bramy, Parku i SzU

Website monitoring Creative Commons License

Park Stołeczny
Dmuchać na zimne

Korona nie ponosi odpowiedzialności za treść materiałów opublikowanych w ramach Parku stołecznego. Opublikuj swój wpis lub film z YouTube.

10 kwietnia 2008 r., 00:26 — Ewa Katarzyna Sarmacka h. 

Tekst z profilu Ewy Katarzyny opublikował Mandragor Senior Khand. Z uwagi na nocną porę przepraszam za literówki.

Przychodzi mi w tym miejscu złamać obietnicę nieangażowania się w sprawy sarmackie, ale ponieważ ostatnio zostałem poproszony o wydanie opinii prawnej w sprawie legalności dekretu o rządzie. Ponieważ zajmuję się sprawami wandejskimi, i na fachową opinię nie mam zwyczajnie ochoty i czasu ograniczę się do formy krótkiego felietonu.


Otóż. Z oderwaniu od zasad konstytucyjnych służących ochronie naczelnych wartości, sytuacja wygląda dość jasno. Książę powołuje kanclerza. Ustrojodawca nie raczył zająknąć się o żadnym wotum zaufania dla niego. Rada Ministrów jest odpowiedzialna przed Księciem, kanclerz jako jeden z jej członków również. Konstytucja Księstwa Sarmacji przewiduje jedynie wotum nieufności wobec członka Rady Ministrów, co na gruncie orzecznictwa Sądu Najwyższego wiążę się ograniczoną odpowiedzialnością Rady Ministrów przed parlamentem. A zatem kanclerzem staje się z chwilą powołania przez Księcia, czy też złożenia właściwej przysięgi (w to nie wnikam, nie jest to istotne) a nie z chwilą wydania żadnego wotum zaufania. Wotum zaufania nie jest bowiem częścią wąsko rozumianego porządku konstytucyjnego. Skoro tak, to na pytanie czy zmiana dekretu o rządzie mogła być kontrasygnowana przez kanclerza Czekańskiego – należy odpowiedzieć – jasne! Dekret o rządzie wydaje Ksiażę przy kontrasygnacie Kanclerza. Dekret został legalnie zmieniony, procedura wotum zaufania uległa zmianie, stosuje się zatem procedurę nowszą (i nie jest to działanie prawa wstecz bynajmniej) lecz najnormalniejsze stosowanie aktualnych przepisów. Jeżeli wszczęto postępowanie w sprawie wyrażenia wotum nieufności w prowincjach a nowe przepisy nie wymagają takie postępowania, to staje się ono bezprzedmiotowe i należy je zakończyć. Tyle na gruncie czysto mechanicznej wykładni prawa.


Problem w tym, że na przepisy prawa nie należy patrzeć jak na zbiór wiszących w próżni przepisów, lecz raczej jak na system puzzli, które wzajemnie siebie uzupełniają. Unikać należy lektury przepisu w oderwaniu od brzmienia innych przepisów. W tej sytuacji w dyskusji wskazano szereg przepisów, które mogły zostać naruszone przez taki sposób wydania dekretu przez Księcia w kontrasygnacie z kanclerzem:
1. art. 1 ust. 1 Konstytucji Księstwa Sarmacji;
2. art. 2 ust. 1 Konstytucji Księstwa Sarmacji;
3. art. 5 ust. 2 Konstytucji Księstwa Sarmacji;
4. art. 21 ust. 1 Konstytucji Księstwa Sarmacji;
5. art. 29 w zw. z naruszeniem ust. 3 i 4 art. 42 Konstytucji Księstwa Sarmacji.


Ja skupię się na jednym z nich: art. 1. ust. 1 Konstytucji stanowi, iż Księstwo Sarmacji jest wolnym państwem, którego celem jest ochrona, obrona i popieranie wolności w obrębie jego granic. Przepis ten historycznie powstał jako odejście od ściśle rozumianego państwa prawnego (państwa gdzie wszystko musi mieć spisaną podstawę prawną) na rzecz państwa chroniącego wolności konstytucyjne (czyli państwa praworządności rozumianej dość luźno). Artykuł ten daje pewną swobodę interpretacyjną – a zatem jego wiążącej wykładni powinien dokonać Sąd Konstytucyjny, którego obecnie chyba brak. Ja mogę powiedzieć tylko, że sposób działania Księstwa Sarmacji poprzez jego organy (z pewnością Księcia) odbiegał od zasady państwa chroniącego, broniącego i popierającego wolność. Korzystając z formy felietonu powiem skrótowo: państwo będzie państwem chroniącym wolność, tylko wtedy reguły jego postępowania nie będą zmieniane w trakcie gry. Byłby to oczywiście argument polityczny czy politologiczny, lecz na gruncie art. 1 ust. 1 Konstytucji, w mojej ocenie, staje się argumentem prawnym. Gdybym pisał orzeczenie pięknie to bym spróbował uzasadnić. W felietonie powiem, że po prostu organy władzy publicznej korzystając ze swoich praw nie mogą ich nadużywać. Skoro stworzyły takie, a nie inne reguły, a regułą jest że kanclerz jest w pełni umocowanym kanclerzem wtedy, kiedy ma wotum zaufania Izby Poselskiej, to jak taki nieumocowany kanclerz może zmieniać sam zasady swojego własnego wyboru? Formalnie jest kanclerzem, ale państwo nie będzie państwem chroniącym, broniącym i popierającym wolność jeżeli organy władzy publicznej swego prawa będą nadużywały.


Z pozostałych wzorców kontroli część uważam za nietrafione, ale część także mogłaby wskazywać na niekonstytucyjność. Nie tutaj miejsce na ich ocenianie. Co zatem należało zrobić, aby było legalnie? Być może zmienić dekret o kontrasygnacie tak by dekret o rządzie zmieniać bez obowiązku kontrasygnaty, a następnie dopiero zmienić dekret o rządzie i dopiero po tym powołać Roberta Czekańskiego na kanclerza i przeprowadzić procedurę votum zaufania jedynie w parlamencie. Prawda, że mniej śmierdzi?


Jeżeli myślicie, że w tym wypadku opowiedziałem się za nielegalnością dekretu Księcia to także Was zawiodę. Sąd Najwyższy Księstwa Sarmacji, w latach swojej świetności, i dotyczyło to zarówno prezesa Abraxasa jak i prezesa Khanda konsekwentnie stał na stanowisku – i nie widzę żadnych podstaw, by tą wykładnie zmieniać, iż przepisy Księcia o jego uprawnieniach należy czytać, tak by wykluczyć swobodną delegację książęcych uprawnień, czy ich ograniczenie. Konstytucja stanowi jasno: Książę określa skład i kompetencje Rządu. Kropka nie ma tam mowy o żadnym kanclerzu, który cokolwiek ma kontrasygnować. Jest to norma konstytucyjna i nie może być ograniczana dekretem Księcia. Skład i kompetencje określa Książę i tyle! To uprawnienie, w żadne sposób nie może być samoograniczone. Dekret o kontrasygnacie jest w tym zakresie niekonstytucyjny, bowiem tylko ustrojodawca a nie Książę może ograniczać kompetencje Księcia. Książę może wprowadzić praktykę, zwyczaj, iż nie wydaje dekretów bez nieformalnej kontrasygnaty kanclerza, ale uprawnienie to leży w Jego szeroko rozumianym widzi-mi-się. To samo można powiedzieć o całej fasadowej konstrukcji demokratycznego rządu. Cała sarmacka demokracja władzy wykonawczej opiera się tylko i wyłącznie na uznaniowości Monarchy. Jeżeli chcecie aby było inaczej, to normy te muszą mieć charakter norm konstytucyjnych, bowiem wszelkie inne normy są sprzeczne z konstytucyjnymi przepisami o kompetencjach Księcia. Tymczasem dostrzegam tendencję odwrotną. Zamiast rząd wpisać do konstytucji, Sąd Najwyższy przenosi się do ustawy.


Tak czy inaczej: jeżeli uważacie, że to co piszę w ostatnim akapicie to niezasadny megaformalizm – to musicie uznać dekret Księcia za nielegalny. Jeżeli uznacie, że jednak mam racje – to sny o demokracji stają się mrzonką. Demokracja jest, ale jej trwanie zależy od widzimisię jednego człowieka – monarchy. Ale nawet wtedy aby uczynić zadość zasadzie państwa chroniącego wolność należało przynajmniej najpierw zmienić dekret o rządzie, a dopiero później powołać kanclerza, tak by nie zmieniać reguł w trakcie gry. Wątpliwości, jak widzicie, nasuwa się milion. Jak powinien postąpić Monarcha? Sarmacka konstytucja czyni z Księcia megaarbitra i strażnika konstytucyjnych wartości. Skoro tak, to w pewnością winien on postępować z rozwagą – a w razie wątpliwości czy działa legalnie czy nie – działać według utrwalonych zwyczajów. Być może procedura wyboru kanclerza byłaby opóźniona, ale wobec braku Sądu Najwyższego, pozostałaby czysta sytuacja co do legalności działań książęcych.

Informacje o artykule

Artykuł oceniło 0 czytelników. Średnia nota: 0
Artykuł czytano 179 razy.

Komentarze

2008-04-10 00:43 - autor: Diuk Khand
Dodam tylko, że doskonale sobie zdaję sprawę, że powyższe stanowisko może być na rękę głównym uczestnikom tak zwanego KONia, a wotum nieufności w prowincjach uważam w tej konstrukcji za niespójne z całkoształtem systemu. Po prostu zostałem w tej materii zapytany. Przeanalizowałem dopiero dziś na spokojnie przepisy i po prostu napisałem tak jak uważam za słuszne. Nie jest to bynajmniej żadna krytyka kanclerza Czekańskiego. Co najwyżej praktyki Księcia.

2008-04-10 00:59 - autor: Krzysztof hr. "Kwazi" Konias
Ja osobiście nigdzie nie twierdziłem, że RCA nie miał prawa udzielać kontrasygnaty. Zdaję sobie również sprawę, że kontrasygnata ma raczej charakter symboliczny niż wiążący.

Natomiast przeciwko Dekretowi o Rządzie świadczą inne argumenty:
http://gov.sarmacja.org/viewtopic.php?id=167
Część z nich Diuk Khand podziela - jak widać.

2008-04-10 01:10 - autor: Daniel bnt von Staufen
Trzeba koniecznie coś zrobić w kwestii sądów sarmackich. Głupie jest to, że nie mamy nikogo, kto by nam prawo zinterpretował. Diukowi Kurpińskiemu natomiast należą się z naszej strony podziękowania, bo tekst ten pewnie rozjaśni co nie co w naszych, sarmackich głowach :)

2008-04-10 01:17 - autor: Daniel bnt von Staufen
Składam samokrytyke. Nie potrafię pisać. Ide spać.

Dodaj swój komentarz:


Chcę wiedzieć o nowych komentarzach

Opcje archiwum

Użyteczne odsyłacze i wyszukiwarki